Main Menu

Rozliczenie PIT z PITax.plDarmowy Program PIT dostarcza firma PITax.pl Łatwe podatki

Breadcrumbs

Na wyjazd do Tomaszowa Mazowieckiego wybraliśmy się z Tomkiem pierwszy raz. Zachęciły nas wspomnienia i relacje kolegów ze Stowarzyszenia, którzy uczestniczyli w nim w ubiegłym roku. Jechaliśmy na 4 samochody. Mi przypadło być kierowcą jednego z nich i miałam jechać z Tomkiem, Adasiem i Ewą. Przed 9 rano spotkaliśmy się w Stowarzyszeniu i pakowaliśmy ostatnie bagaże. Ucieszyłam się, gdy Stefan oznajmił, że pojedzie za kierownicą mojego samochodu, bo prawdę mówiąc bałam się, że jeszcze bardziej rozboli mnie kręgosłup, który dokuczał mi od kilku dni i nie będę mogła w pełni uczestniczyć we wspaniałej zabawie. Koledzy o tym wiedzieli i tak zorganizowali wyjazd, że nie musiałam kierować. Dziękuję im za to. Przeorganizowaliśmy tylko trochę pasażerów i o 9:00 ruszyliśmy w drogę. Jarek z żoną, Łukaszem i Zbyszkiem mieli dotrzeć do nas wieczorem.

Podróż minęła szybko. Całą drogę kontaktowaliśmy się ze sobą, czy wszystko u każdego w porządku. Martwiliśmy się o samopoczucie naszego Andrzejka, który niedawno poważnie chorował. Po ok. czterech godzinach jazdy dotarliśmy na miejsce. Tu czekał już na nas Łukasz z Tomaszowa i jego żona Marzena, którzy dobili gościnnie do naszej grupy na miejscu i za kilkanaście minut powitał nas Rysiek - prezes Stowarzyszenia z Tomaszowa, który zaraz zajął się naszym zakwaterowaniem. Dostaliśmy jeden pokój 4 osobowy, jeden pięcioosobowy i siedmio. Podzieliliśmy się i mi przypadło mieszkać w pokoju z sześcioma chłopakami. Może komuś wydawałoby się, że to straszne i krępujące samej z sześciu chłopa, ale mnie to ani trochę nie zmartwiło. Po wielokrotnych wyjazdach z naszymi traktuję ich jak braci, i absolutnie nie widziałam w tym żadnego problemu. Przynajmniej wiedziałam, że będzie wesoło. No i nie pomyliłam się, było już na samo wejściu do pokoju przy rozdzielaniu łóżek.

No i zaczęło się zgodnie z naszym zwyczajem od kawy, kanapek i ustaleń co robimy dalej. Szybciutko zorientowaliśmy się czego nam brakuje na grilla i ruszyliśmy na zakupy. To było naprawdę świetne, gdy robiliśmy je wspólnie, wspólnie nieśliśmy do ośrodka, żartując po drodze sami z siebie. No wreszcie odpoczynek. Jedni leżeli, inni spacerowali zwiedzając ośrodek i najbliższe otoczenie, Stefan z Robertem i Łukasz z Kasią pojechali na kawę do Stowarzyszenia " Azyl" w Tomaszowie. Ja byłam w tej grupie, która robiła rozpoznanie terenu. Byliśmy pod wrażeniem. Świetny ośrodek rekreacyjno sportowy malowniczo położony nad Pilicą. Tylko żyć i cieszyć się życiem na dodatek w dobrym, trzeźwym towarzystwie. Oby jeszcze tylko pogoda dopisała.

Po godzinie 20:00 rozpaliliśmy grilla. Nasi zaopatrzeniowcy Andrzej i Stefan zadbali o to, aby nie zabrakło karkówki, boczku, kiełbasy, kaszanki, chleba, i reszty dodatków. My z Ewą przygotowałyśmy przystawki czyli michę pomidorów z cebulą i ogórków, Tomek z Łukaszem zajęli się grillowaniem, a reszta ekipy zadbała, by nie zabrakło dla wszystkich krzeseł. Jedzonko było pyszne, a stół suto zastawiony . Dziękujemy Łukaszowi, który jako nasz gość ofiarnie poświęcił się grillowaniu i dopilnowaniu, aby mięsko rozpływało nam się w ustach. Jak się później dowiedzieliśmy trafiliśmy na kucharza, hehe, ot jak się nam trafił. Czekaliśmy jeszcze na czwórkę naszej ekipy: Jarka, Agę, Zbyszka i " łysego", którzy wreszcie przed 22 dojechali do nas i zdążyli jeszcze cieplutką i smaczną kolację. W pełnym składzie spędziliśmy wesoło resztę wieczoru. Ale to nie koniec żartów na ten wieczór, część dalsza trwała w pokoju, kiedy układaliśmy się do snu. O to, aby na drugi dzień bolały nas gardła i szczęki od śmiechu zadbał perfekcyjnie jak zwykle Stefcio i łysy Łukaszek. 

Oj ciężko było obudzić następnego dnia, ale dokonał tego bezlitośnie już przed 6 nasz wiceprezes - Andrzejek głośnym " poobudkaaaa.!!!!!!". Mnie oczywiście obudził wcześniej i tak jak przystało na faceta z klasą bardzo delikatnieJ. Okazało się, że pobudka nie tylko poderwała wszystkich do pozycji siedzącej w naszym pokoju ale w sąsiednich również. Po różnej reakcji na komendę Andrzeja zaraz ruszyła fala śmiechu i wszystko wróciło do normy. Woń i smak pachnącej porannej kawusi, którą zaserwował nam Tomuś pobudził nas do życia i szybko wróciły wczorajsze humory. Stefan zaraz udał się na zwiady w poszukiwaniu znajomych z innych klubów, które powoli się zjeżdżały, bo przecież my byliśmy pierwsi. Chcieliśmy spędzić z sobą więcej czasu i udało się.

Po śniadaniu szykowaliśmy do pierwszych atrakcji dzisiejszego dnia czyli - spływ kajakowy i wycieczkę. Agnieszka, Beata, Andrzej i Robert wybrali wycieczkę, w programie której było zwiedzanie Grot Nagórzyckich, bunkra w Konewce i kilku ciekawych miejsc w miejscowości Spała. Ja, dwóch Tomków, Stefan, trzech Łukaszów, Kasia, Zbyszek, Jarek, Michał, Adam i Ewa popłynęliśmy kajakami .Super odznaczały się nasze białe koszulki wśród innych uczestników. Pogoda zapowiadała się nieźle. Nie było gorąco ale najważniejsze, że nie padało. Czasami nawet przygrzewało słoneczko. Pierwszy raz płynęłam Pilicą. Moje wcześniejsze spływy to Narew i Krutynia też zorganizowane przez nasze Stowarzyszenie. Teraz mam porównanie i wiem, że każdą rzeką płynie się inaczej, każda ma swój urok i kryje niespodzianki. Nad naszym bezpieczeństwem czuwało kilku ratowników. 

Pilica ma bardzo różną głębokość, jest bogato usłana wystającymi ponad wodę głazami i malowniczymi wysepkami. W niektórych miejscach musieliśmy być bardzo uważni, ponieważ porywał nas prąd tworzony przez naniesione przez wodę kamieniste wzniesienia. To były takie super efekty specjalne. Płynęliśmy spokojnie, podziwiając piękno krajobrazu. Nie zabrakło też atrakcji i dobrego humoru, który na bieżąco fundował nam Stefan i łysy Łukasz. Wszędzie było ich pełno i głośno. Wreszcie się wywrócili, co jeden z ratowników skomentował ze śmiechem - " Wiedziałem, wiedziałem, że się wreszcie wywalą". No i szybka akcja: wyławianie telefonów komórkowych, Łukasz swój wyłowił i bieg z nim na brzeg, czy jeszcze działa, dobrze ,że zabezpieczył go w torebkę foliową, Stefan wylewa wodę z kajaka i szuka swojego, wreszcie ma, nie działa, zamoczył go, powrót Łukasza. Łukasz łowi chipsy i zdziwiony, że takie rozmokłe. Śmiechu było co nie miara. I jak tu o łomżyniakach ma być nie głośno, rozbawili wszystkich kajakarzy. Ja płynęłam z Tomkiem. Dziwiłam się, że nie wyrzucił mnie z tego kajakach za obijanie się w wiosłowaniu, choć momentami nawet zaczął się na mnie trochę denerwować, że wiosłuję odwrotnie niż trzeba, no to pomyślałam sobie " jak nie pomagam, to nie będę przeszkadzała" i namachał się za dwoje biedulek. Ale w sumie nie był na mnie zły, ale ja postanowiłam, że już będę grzeczna.

Wróciliśmy parę minut po 13.00. Wycieczkowicze wrócili wcześniej i już byli po obiedzie. Andrzej rozdał nam kartki na obiad. Było coraz więcej ludzi. Powoli dobijały grupy uczestników spotkania. Dla nich spływ i wycieczka przewidziana była po południu. My też już zjedliśmy pyszny obiadek i udaliśmy się do pokoi poleniuchować. Warunki do leniuchowania sprzyjające, po wietrznym i prawie słonecznym poranku, pogoda się zmieniła, zachmurzyło się całe niebo i tak aż się prosiło poleżeć. Dopiero zaczęłam odczuwać zmęczenie, nie wiem dokładnie po czym, bo na kajakach się nie miałam okazji zmęczyć, może to ta krótka noc i dość silny wiatr, który zawsze ma wpływ na moje samopoczucie. Obserwowałam Andrzeja, źle się czuł, prawdę mówiąc, żeby nie Stefan pewnie by z nami nie pojechał z powodu swojej choroby. Ale wszyscy chyba zwracali uwagę czy wszystko z nim w porządku. W pokojach dzieliliśmy się wrażeniami. Kajakarze ze spływu, wycieczkowicze opowiadali o interesujących miejscach, obiektach i opowieściach przewodnika z wycieczki. Wrażeń było wiele, najważniejsze, że wszystkie pozytywne.

Czekaliśmy na kolejne atrakcje dzisiejszego dnia, czyli na uroczyste oficjalne rozpoczęcie całej imprezy, ognisko i tańce pod gołym niebem. W między czasie rozpaliliśmy jeszcze grilla i uzupełniliśmy braki w żołądkach. Potem ubraliśmy nasze śliczne białe koszulki z logo Łomżyńskiego Stowarzyszenia Zdrowie i Trzeźwość i ruszyliśmy na otwarcie imprezy. Było nas wielu, pewnie ponad 100 osób, ale jak pamiętam byli ludzie ze Zgierza, Zduńskiej Woli, Mrozów, Katowic i z kilku klubów abstynenckich i stowarzyszeń z Warszawy. Przywitał wszystkich uczestników świetny gość Rysiek - prezes grupy Azyl w Tomaszowie Mazowieckim, a także wiceprezydent Tomaszowa i poseł ziemi łódzkiej. Rysiek przedstawił program jutrzejszych zawodów sportowych, a potem zaprosił na ognisko, kiełbaski i tańce pod gołym niebem. Zaczęliśmy się poznawać i integrować przy super muzyce. Obserwowałam, jak moi koledzy witają się z uczestnikami tego spotkania, z którymi bawili się w ubiegłym roku. Pomyślałam, że ja na drugi rok też tak pewnie będę . Wszyscy świetnie się bawili, niektórzy z nas do trzeciej nad ranem. Ja z Tomkiem wróciliśmy wcześniej, Robert, Andrzej i Zbyszek też już grzecznie leżeli w swoich łóżeczkach . Zasnęłam bardzo szybko.

Nazajutrz obudziło mnie słoneczko. Ucieszyłam się, uwielbiam słońce i prosiłam Boga , aby świeciło nam cały dzień. Niektórzy już byli na nogach. Zaczęłam parzyć kawę. Po śniadaniu o 9:00 miały rozpocząć się rozgrywki sportowe. Andrzej zapisał nas do gry w siatkówkę, dwa ognie, przeciąganie liny i biegów w workach. O 9.00 zaczęły się zawody i świetna zabawa. Graliśmy jednocześnie w siatkę i dwa ognie. Nasi fotografowie biegali z aparatami po wszystkich boiskach, gdzie tylko poruszały się białe koszulki. Zacięcie kibicowaliśmy naszym zawodnikom, kibicowali nam również tomaszowianie. Było głośno i wesoło. Towarzyszyły nam pozytywne emocje i zacięcie do walki. Co nie miara było śmiechu przy przeciąganiu liny i biegach w workach. Mi udało się wywalczyć trzecie miejsce i cieszyłam się tym bardziej, że cieszyli się koledzy. Świetnie biegł też Adaś nasz ubiegłoroczny zwycięzca i Tomek ale tuż przy mecie popełnili błąd przeskakując ją i niestety zostali zdyskwalifikowani. Świetnie biegła Ewa, dała z siebie wszystko jak reszta naszych zawodników. Wszyscy byliśmy się super i myślę, a ja tak dobrze nie bawiłam się już dawno. Dopisywały nam humory i pogoda, nawet się opaliliśmy. To była wspaniała integracja i tak jak widnieje na naszej stronie hasło - " Razem zrobimy więcej" - zrobiliśmy. Czas mijał bardzo szybko, nim się spostrzegliśmy trzeba było udać się na obiad. Po obiedzie pakowanie i o 15.00 uroczyste zakończenie naszego spotkania.

To były bardzo przyjemne chwile jak i trochę smutne, bo niestety po trzech dniach fajnej zabawy przyszedł czas na pożegnanie. Na zakończenie wręczono nam dwa puchary. Stefan otrzymał słusznie zasłużony puchar Super Seniora za duszę towarzystwa i mistrza humoru. Promował Łomżę w każdym swoim działaniu, dzięki niemu znali nas i nasze działania ludzie z innych miast. Ewa i Adam otrzymali jako nowożeńcy pięknego zielonego krokodyla, a ja śliczną zieloną żabcię. Dostaliśmy też dyplom i nową zabawkę do Stowarzyszenia.

Na zakończenie trzymając się wszyscy za ręce zaśpiewaliśmy modlitwę o pogodę ducha. Niestety to co dobre szybko się kończy. Podziękowaliśmy organizatorom , pożegnaliśmy się i ruszyliśmy w podróż powrotną. W drodze towarzyszyły nam wspomnienia z pobytu, a ja przypomniałam sobie, że dziś imieniny Henia, który nie mógł z nami jechać ale czekał już na nas w Stowarzyszeniu. Gdy tylko zajechaliśmy na miejsce zrobiłam szybciutko bukiecik z polnych kwiatków i złożyłam Heniowi od nas wszystkich życzenia. I jeszcze jedna wspaniała chwila, gdy Henio wzruszony, że pamiętaliśmy o nim powiedział, że ten szczery bukiecik jest chyba najpiękniejszym w jego życiu.

Na początku tej relacji napisałam, że dla mnie i Tomka był to pierwszy wyjazd do Tomaszowa, dziś już wiem, że nie ostatni. Myślę, że nie tylko ja jestem z tego wyjazdu bardzo zadowolona i napełniona nową, pozytywną energią do życia.

Dziękuję organizatorom z Tomaszowa za ogromny wkład , serce, zaangażowanie i poświęcenie swego czasu po to, by uczynić tyle dobra i zadowolić tylu ludzi. Dziękuję wszystkim, dzięki którym mogłam uczestniczyć w tym spotkaniu ,a najbardziej kolegom i koleżankom z naszego Stowarzyszenia przede wszystkim za to że są JJJ.

 

Grupy Rodzinne Al-Anon (Ang. Al-Anon Family Group) (Al-Anon - od pierwszych sylab Alcoholics Anonymous) - pracujące w oparciu o 12 Stopni. To grupy samopomocowe skupiające krewnych i przyjaciół alkoholików. Na spotkaniach Al-Anon (mityngach) członkowie rozwiązują swoje problemy dzieląc się doświadczeniem, siłą i nadzieją. Jedynym celem działania wspólnoty Al-Anon jest niesienie pomocy rodzinom alkoholików. Wspólnota nie jest związana z żadną sektą, wyznaniem, ugrupowaniem politycznym, organizacją czy instytucją. Nie bierze udziału w żadnych sporach. W Al-Anon nie ma żadnych składek członkowskich. Przynależność i uczestnictwo jest w pełni dobrowolne.

PRZYDATNE LINKI

Nasi Partnerzy i Sponsorzy

lomza nadleśnictwo łomża parafia osm piątnica phu kurpiewski gmina lomza speed_asggok mpwik word centermebelpianpol