Main Menu

Rozliczenie PIT z PITax.plDarmowy Program PIT dostarcza firma PITax.pl Łatwe podatki

Breadcrumbs

Piątek

Oficjalne rozpoczęcie IV Łomżyńskiego Forum Trzeźwościowego odbyło się w parafii pw. Św. Andrzeja Boboli. Chociaż dla nas to forum rozpoczęło się już dawno. Jego przygotowania pochłonęły masę czasu, energii, za co już na samym początku chciałbym podziękować przyjaciołom ze stowarzyszenia. W szczególności Stefanowi, który włożył w to najwięcej serca i czasu.
Rozpoczęliśmy mszą święta, celebrowaną przez jego ekscelencję Biskupa Tadeusza Bronakowskiego (któremu też z całego serca dziękuję). Mówił on o trzeźwości narodu i nazwał nas "przykładem" co mnie osobiście bardzo podbudowało i dało jeszcze więcej chęci do działania.

Po uroczystej mszy przyszedł czas na przygotowane przez nas przedstawienie. Przygotowanie go również kosztowało nas wiele czasu, godziny prób, ale i zawsze towarzyszyła temu wspaniała przyjacielska atmosfera. Chociaż byłem odpowiedzialny tylko za muzykę, to i tak trema mnie nie ominęła. Kościół pełen ludzi, Biskup, nasz patron duchowy ks. Andrzej Popielski, najlepszy na jakiego mogliśmy trafić. Serce waliło jak szalone, żeby się tylko nie pomylić. I zaczęliśmy... Już po pierwszych scenach byłem pewny, że na pewno się uda :)
Z minuty na minutę zmiany na twarzach ludzi oglądających przedstawienie były niewyobrażalne. Nigdy chyba nie widziałem, żeby cały kościół płakał. Jedni otwarcie, drudzy chowając twarze w dłoniach. Widok piękny. Odczuwałem wielką dumę, że nasz przekaz dociera do ludzi i wywołuje takie, a nie inne emocje. Największe brawa należą się naszej Dorotce, która wyreżyserowała całe przedstawienie i wycisnęła z nas wszystkich ile tylko się dało. Szczególne podziękowania należą się jej za cierpliwość. Bywa, że jesteśmy bardziej nieznośni niż małe dzieci, ale ma to i dobre strony. Spektakl dopełnił występ Natalii, która swoim głosem dotarła do serc naszych gości.

Z pełnym przekonaniem muszę powiedzieć: "Udało się!". Naszym celem było pokazanie tego, że z uzależnieniem można wygrać, jeśli tylko znajdzie się w sobie trochę siły i osoby, z którymi można przeżywać te trzeźwe dni. Po mszy i przedstawieniu pojechaliśmy do Stowarzyszenia - dyskutować, śmiać się i cieszyć- z udanego rozpoczęcia forum i kolejnego trzeźwego wieczoru w gronie przyjaciół.

Sobota

Rano miałem się pojawić w stowarzyszeniu żeby pomóc przyjaciołom. Ale jak to ze mną zwykle bywa... zaspałem. Pół nocy po wydarzeniach z poprzedniego dnia, leżałem i myślałem jak to dobrze, że piątkowy wieczór spędziłem z przyjaciółmi. Nie jak kiedyś upodlając się i pogrążając w smutku przy kolejnej wypitej butelce. Po śniadaniu poszedłem w stronę pierwszego miejsca sobotniego wydarzenia. Tak samo jak rok temu, pod parafią pw. Św. Andrzeja Boboli było sporo ludzi. Dzieci korzystały ze stworzonego dla nich miasteczka rowerowego, ks. Andrzej i przyjaciele ze stowarzyszenia dyskutowali, śmiali się i cieszyli z naszego wspólnego dzieła. Dzięki uprzejmości OSK Ferenc i WORD'u mogłem spróbować swoich sił w jeździe w pijanych goglach.
Niesamowite przeżycie, które dało dużo do myślenia, jak przez głupotę i alkohol można doprowadzić do tragedii. Łukasz i Robetr stanęli na wysokości zadania, wszystko było dopięte na ostatni guzik.

Po godzinie pojechałem z Tomkiem do zespołu szkół katolickich. Tam przywitałem się z przyjaciółmi, naszymi gośćmi z Otwocka i okolic (Wiesią, Moniką, Heńkiem, Robertem i Wieśkiem). Serce się raduje kiedy ludzie jadą do nas prawie 200 km, tylko po to żeby z nami być. I cieszyć się wspólnie ideą trzeźwego życia. Najlepszym tego przykładem był Łukasz, który sam, w pojedynkę przejechał 300 km! (spod Tomaszowa Mazowieckiego). Dziękuję przyjaciele. Wasza obecność była nieoceniona. W międzyczasie Jarek "zatrudnił" mnie jako fotografa żeby, uwiecznić całą imprezę. O godzinie jedenastej pouczający wykład Policji na temat skutków jazdy na podwójnym gazie. 

O 11 przyszedł czas na wykład prof. Bohdana Woronowicza. Wszyscy słuchali go z zapartym tchem. Jestem przekonany, że jego słowa dotarły do wielu umysłów i serc. W międzyczasie przyjechała Hania, znana jako Ptaszek (czego dowiedziałem się podczas jej występu) i Jurek. Niestety dotarli smutni, bo Hania zostawiła w zajeździe pierścionki, w tym zaręczynowy. Mimo to ich występ wbił mnie w fotel, ale o tym później.
Przyszedł czas na kolejny występ naszej grupy teatralnej. Znów delikatny stres, ale poszło całkiem nieźle. Jestem bardzo bardzo dumny, z tego co robimy. Z tego, że propagujemy trzeźwy styl życia, a to przedstawienie jest takim drogowskazem. Przykładem, że wcale nie trzeba tak żyć, że z naszego nałogu jest ratunek. Teraz pora się zastanowić jak dalej to rozpropagować i gdzie jeszcze moglibyśmy wystąpić.

Podczas występu Hani i Jurka jak już mówiłem wbiło mnie w fotel, pojawiły się łzy. Rozglądając się po sali widziałem na twarzach blask, radość, łzy, mieszankę uczuć jakich dostarcza tylko występ Hani. Szczególnie w naszym środowisku. Miłym akcentem tego występu były przerywniki w śpiewaniu i radosne historie z życia Hani. Szczególnie ucieszyła mnie wieść o zaręczynach z Jurkiem. Serdecznie wam gratuluję, życzę mnóstwo szczęścia i Pogody Ducha! Muszę przyznać że Wasze występy z roku na rok robią na mnie coraz większe wrażenie. Być może dlatego, że po kilku miesiącach niepicia rodzą się we mnie, lub może odżywają emocje i uczucia, które zatraciłem na swojej pijanej drodze. Nawet teraz kiedy to piszę mam łzy w oczach. Z całego serca Wam dziękuję za ten występ!

Wyruszyliśmy do kościoła na mszę świętą o godzinie 18-tej. Po mszy długo wyczekiwany występ Wiesława Komasy. Czekałem na niego szczególnie, ponieważ w lutym podczas pobytu w Zakroczymiu, miałem zaszczyt go poznać. Wydawało mi się, że byłem przygotowany na ten występ. Ale jak to często w życiu bywa- myliłem się... 
Znów pojawiły się te same emocje co w Zakroczymiu na zlocie radości, zupełnie nie do opanowania. Ciarki na każdej części ciała, głowa jakby nie na karku tylko lewitująca gdzieś pod dachem kościoła. Coś pięknego! Szczególnie wiersz "Drzewo życia" zmusił do refleksji i nie wiem jak pozostałym, ale mnie dał kopa na dalszą część dnia. Po występie owacje na stojąco. Kiedy myślałem, że to koniec, głos zabrał ks. Andrzej. Widać, że też był pod wrażeniem. Usłyszałem tylko: "a może by tak jeszcze coś na dobranoc?".
Cały nasz ks. Andrzej :) Dzięki temu usłyszeliśmy kolejny wiersz, który przyniósł kolejną refleksję. Czas spędzony w kościele nie mógł się lepiej zakończyć.
Efekt występu był piorunujący. Nawet naszemu kochanemu proboszczowi głos się "łamał" i myślałem, że się popłacze. Jednak dotrwał dzielnie do końca.

Wszyscy ruszyliśmy w stronę Strękowej Góry, miejsca gdzie Heniek, moja mama i tata, czekali na nas z ogniskiem, pieczonym prosiakiem i resztą smakołyków. Muszę przyznać, że wszystko udało się rewelacyjnie. Biesiada się rozpoczęła. Widząc to wszystko i wszystkich śmiem twierdzić, że wszyscy świetnie się bawili, co niezmiernie mnie cieszy. Tylko biedny Jarek się namachał krojąc własnoręcznie całego prosiaka :) Godziny mijały przy palącym się ognisku na dyskusjach, rozmowach, opowiadaniu dowcipów i cieszeniu się tym, że jesteśmy w najodpowiedniejszym miejscu na Ziemi. W międzyczasie pojawiła się nasza "dobra dusza" czyli ksiądz Andrzej. Swoją osobą, poczuciem humoru i niesamowitym ciepłem dodał całemu wydarzeniu jeszcze więcej radości. Tradycyjnie w pewnym momencie ktoś powiedział : a może by tak pośpiewali?". Reakcja była natychmiastowa, a Hania i Jurek z uśmiechem mówili "nas nie trzeba namawiać". Dźwięk gitar i śpiew było słychać przez jakieś 2 godziny. Później goście zaczęli się powoli rozchodzić po pokojach. Nie ma się co dziwić, tyle wrażeń w jeden dzień nie jednego by powaliło. Została grupka kilku osób i przez kolejne godziny opowiadaliśmy sobie przeróżne historie i kawały. Aż ogień wygasł i wszyscy się rozeszli około 2 w nocy. Ja osobiście nie mogłem zasnąć. Byłem tak naładowany emocjami, tak szczęśliwy, że sen akurat tej nocy nie mógł przyjść. Zszedłem na dół i ku mojemu zdziwieniu nie tylko ja nie mogłem spać. Z Sylwkiem siedzieliśmy jeszcze 2 godziny rozmawiając i śmiejąc się. Towarzyszyli nam pracownicy OEE.

Niedziela

Wstałem zupełnie nieprzytomny po 2 godzinach snu. Za to szczęśliwy i pozytywnie naładowany emocjami, żeby przeżyć kolejną z rzędu trzeźwą niedzielę. W gronie najbliższych mi osób i przyjaciół. Po śniadaniu pożegnaliśmy gości z Otwocka i Łukasza, który jak wspomniałem, przyjechał do nas spod Tomaszowa mazowieckiego. Nie było to łatwe, zawsze bardzo cieszy mnie ich obecność. Chciałbym częściej ich widywać i zrobię wszystko co w mojej mocy, żeby tak było. Bardzo dziękuję, że jesteście z nami w takich chwilach! Wszyscy ruszyliśmy do Łomży, żeby zakończyć to forum mszą święta.

To było już drugie forum trzeźwościowe w naszym mieście, w którym miałem wielki zaszczyt uczestniczyć. Przyjaciołom dziękuję za organizację. Za wsparcie, nie tylko podczas forum, ale też w życiu codziennym. Jesteście moją siła, radością i Pogodą Ducha. Naszym gościom dziękuję za pamięć i świadomość, że zawsze możemy na was liczyć. I vice versa oczywiście. Dziękuję za świadomość, że w tej nowej trzeźwej drodze nie jestem sam!

 

Grupy Rodzinne Al-Anon (Ang. Al-Anon Family Group) (Al-Anon - od pierwszych sylab Alcoholics Anonymous) - pracujące w oparciu o 12 Stopni. To grupy samopomocowe skupiające krewnych i przyjaciół alkoholików. Na spotkaniach Al-Anon (mityngach) członkowie rozwiązują swoje problemy dzieląc się doświadczeniem, siłą i nadzieją. Jedynym celem działania wspólnoty Al-Anon jest niesienie pomocy rodzinom alkoholików. Wspólnota nie jest związana z żadną sektą, wyznaniem, ugrupowaniem politycznym, organizacją czy instytucją. Nie bierze udziału w żadnych sporach. W Al-Anon nie ma żadnych składek członkowskich. Przynależność i uczestnictwo jest w pełni dobrowolne.

PRZYDATNE LINKI

Nasi Partnerzy i Sponsorzy

lomza nadleśnictwo łomża  osm piątnica phu kurpiewski