Main Menu

Rozliczenie PIT z PITax.plDarmowy Program PIT dostarcza firma PITax.pl Łatwe podatki

Breadcrumbs

3 czerwca - piątek

Rano przygotowania do wyjazdu. O 13:30 wychodzę z domu i idę do Stefana. Tam mamy miejsce zbiórki. W tym roku jedzie nas 9 osób: Kasia z synem Patrykiem, Stefan, Henryk Jacek, Adam, dwaj Łukasze i ja. Dzień już od samego rana jest upalny. Słońce grzeje niemiłosiernie. Na miejscu jest już kilka osób. Idziemy jeszcze kupić chleb i kilka minut po czternastej ruszamy. Za kierownicą Stefan. Do Warszawy jeszcze można było jechać. Później to już prawdziwa tragedia. Przez Warszawę jedziemy 15, godziny. "Gierkówka" na długości 86 kilometrów rozkopana. Sznury samochodów po obu stronach. Poruszamy się w żółwim tempie. Już po kilku godzinach upał daje się strasznie we znaki, szczególnie Stefanowi, mnie i Łukaszowi - bo siedzimy z przodu. Ci w pozostałych rzędach mają lepiej. Przyciemniane szyby powstrzymują palące promienie słońca, ale jest duszno. Na miejsce docieramy około 21:45. Zrobiło się już trochę chłodniej. Nasza gospodyni przywitała nas bardzo miło. Rozpakowaliśmy bagaże i przygotowaliśmy późną kolację. Była też kiełbaska z grilla. Nasza młodzież się o to postarała. Zasypiamy przy otwartych oknach. Jest bardzo ciepło. Stefan ze względu na trudy podróży zasypia pierwszy. Łukasz i Jacek rozrabiają prawie do 2 w nocy.

4 czerwca - sobota

Wstajemy dość wcześnie, około 7. Poranna toaleta, szykowanie śniadania. W międzyczasie rozmawiam z naszą sympatyczną gospodynią (znowu zapomniałem zapytać, jak ma na imię - coś nieśmiały jestem :) ). Kwatera trafiła nam się naprawdę bardzo fajna. W tym roku było już nowe miejsce na grilla, całość wyłożona kamieniem. Bardzo ładnie to wygląda. Pierwszy raz w tym roku jadłem truskawki. Po śniadaniu ruszamy na Jasną Górę. Po zaparkowaniu busa spotykam maję_222. To moja znajoma, którą poznałem wiele lat temu przez internet. Bardzo ucieszył mnie jej widok. Dzień upalny. Całą grupą idziemy do Skarbca. Niektórzy jeszcze tam nie byli. Spotykamy Marka, który przyjechał swoim samochodem i przy okazji zabrał kilka osób. Dzięki temu grupa z Łomży jest trochę większa. Ja ze Stefanem idę na spotkanie internautów, jak zwykle - pod pomnikiem rodziców papieża. Jest już spora grupa. Z moich starych znajomych pionierów są: mirek40. Reg, 01_april, Ewunia 2 i Rybak1, Koliber. Z czasem ludzi przybywa. Moich znajomych również. Spotykam także kilka osób, które znałem do tej pory tylko z nicka. Szalona Dafne_07 robi małe zamieszanie wszędzie tam, gdzie się pojawi. Wygląda jak nastolatka, chociaż ... ale o wieku kobiet się nie rozmawia. Udało mi się znaleźć miejsce pod parasolem więc unikam palącego słońca. Pojawia się też agacia z Ostrołęki. Dostaje znaczek z naszym logo. Przyglądam się z boku na roześmiane twarze. Zabek55 i _starg grają na gitarach, reszta śpiewa. Ktoś przygrywa na harmonijce ustnej a facet za mną na kołatkach. Przechodzący ludzie zatrzymują się, aby nas posłuchać. Zrobił się prawdziwy koncert. Przypominam sobie, że ludzie zatrzymywali się przy naszej grupie już od pierwszego naszego spotkania. Kilkadziesiąt osób zwraca na siebie uwagę, szczególnie gdy co chwila wybuchają salwy śmiechu. Tak było od początku, kiedy zaczynaliśmy nasze spotkania internautów. A dziś? Niektórzy rozjechali się po świecie, inni zrezygnowali ze spotkań w Częstochowie i szykują się na Licheń, gdzie jest bardziej rozrywkowo. Mityng internautów rozpoczyna się o 16:00. Ja i kilkanaście innych osób jesteśmy w sali już pół godziny wcześniej. Przynajmniej słońce tak nie pali. Tak na oko jest nas ponad 30 osób. Strasznie mało. Ostatnio jak byłem było grubo ponad 50. Niestety nie możemy być do końca. Około 20:00 przebieram się w cieplejsze ciuchy. Noc może być chłodna, nie raz już zmarzłem. Msza rozpoczyna się po Apelu Jasnogórskim o 21:45. Ogromny tłum zgromadził się na błoniach. Po mszy zatrzymuję się koło śpiewających internautów, aby się pożegnać. Kilka uścisków i buziaków poprawia mi humor. Na kwaterę wracamy przed północą. Kolacja, prysznic i rozchodzimy się do łóżek.

5 czerwca - niedziela

Rano pogawędka z naszą przemiłą gospodynią. Podczas tej rozmowy proponuje nam, aby zwiedzić ruiny zamku w pobliskim Olsztynie, oraz zamek w Bobolicach. Propozycja wydała się na tyle ciekawa, że decydujemy się tam pojechać. Po śniadaniu pakujemy się. Kupujemy kilka krzewów. 10 dostajemy w prezencie - dla Stowarzyszenia. Trochę głupio brać tyle za darmo, ale zgarniamy wszystkie. Żegnamy się i od razu rezerwujemy miejsce na drugi rok. Robimy pamiątkowe zdjęcie i wyruszamy. Kolejny upalny dzień. Zajeżdżamy na chwilę do klasztoru, pomodlić się i podziękować za możliwość udziału w tegorocznych uroczystościach. Ruszamy do Olsztyna. Przy pomocy GPS docieramy bez problemów. Z daleka widać ruiny. Robimy zapas zimnych napoi i ruszamy. Kupujemy bilety i wchodzimy na teren zamku. Widoki cudowne. Robimy mnóstwo zdjęć. Wspinamy się na skały mimo palącego słońca. Na zwiedzaniu spędzamy ponad godzinę. Spacer po górka przypomina mi obozy wędrowne z czasów liceum. Ruszamy w dalszą drogę. Wąską szosą jedziemy do Bobolic. Po drodze mijamy kolejny zamek w Mirowie, ale tu się nie zatrzymujemy. Po kilku minutach docieramy na miejsce. Tym razem to prawdziwa budowla a nie ruiny. Przechodzimy przez skalną "bramę" i docieramy pod zamek. Okazuje się, że zamek nie jest jeszcze gotowy do zwiedzania. No cóż, nie można mieć wszystkiego. Robimy pamiątkowe zdjęcia. Chłopaki robią sobie fotki z urodziwą kelnerką ubraną w strój regionalny. Śmiejemy się, że powinna pobierać opłaty za pozowanie. Pod zamkiem facet prezentuje kolekcję starej broni: topory, dzidy i jakieś inne makabryczne narzędzia do zabijania. Za niewielką opłatą pozwala zrobić zdjęcia z tymi akcesoriami. To drogie zabawki. Cena od 250 zł w górę. Około 14 ruszamy do domu. Droga nie jest tak zapchana jak w piątek. Dość szybko przejeżdżamy 150 km i zatrzymujemy się na pierwszy postój. Wzmacniamy się kawą i jedziemy dalej. Kolejny postój już za Warszawą. Zajeżdżamy na obiad do zajazdy "Duet". Z pełnymi brzuchami jedziemy już prosto do domu.

Ten wyjazd był wyjątkowy. Trzech "dziadków" a reszta to młodzież. Po twarzach widać było, że są zadowoleni. Nasza gospodyni zapraszała nas za rok w tym samym składzie. Widać i jej nasza wesoła brygada przypadła do gustu. Widziałem pierwszy raz uśmiech i na jej twarzy. Zmęczeni, ale zadowoleni rozjeżdżamy się do swoich domów. Podarowane krzewy posadzimy w poniedziałek.

 

Grupy Rodzinne Al-Anon (Ang. Al-Anon Family Group) (Al-Anon - od pierwszych sylab Alcoholics Anonymous) - pracujące w oparciu o 12 Stopni. To grupy samopomocowe skupiające krewnych i przyjaciół alkoholików. Na spotkaniach Al-Anon (mityngach) członkowie rozwiązują swoje problemy dzieląc się doświadczeniem, siłą i nadzieją. Jedynym celem działania wspólnoty Al-Anon jest niesienie pomocy rodzinom alkoholików. Wspólnota nie jest związana z żadną sektą, wyznaniem, ugrupowaniem politycznym, organizacją czy instytucją. Nie bierze udziału w żadnych sporach. W Al-Anon nie ma żadnych składek członkowskich. Przynależność i uczestnictwo jest w pełni dobrowolne.

PRZYDATNE LINKI

Nasi Partnerzy i Sponsorzy

lomza nadleśnictwo łomża parafia osm piątnica phu kurpiewski gmina lomza speed_asggok mpwik word centermebelpianpol