Choć to jeszcze nie koniec Forum, bo przede mną jeszcze msza święta na którą się zaraz wybieram, to siedząc teraz w domu naładowany bardzo pozytywnymi emocjami, pomyślałem sobie, że skrobnę coś od siebie :)
Piątek 26 Sierpnia:
Dzięki uprzejmości mojego szefa, a zarazem przyjaciela Marka miałem wolne, więc mogłem wypocząć po tygodniu ciężkiej pracy i przygotować się w spokoju i skupieniu do wydarzenia, na które wszyscy tak czekaliśmy. Włożyliśmy w nie serce i masę wysiłku. Dwa dni wcześniej dostałem od Henryka tekst tzn. modlitwę wiernych, którą miałem czytać podczas piątkowej mszy świętej. I tu zaczęły się schodki...
Mam problem z nawiązywaniem kontaktu z ludźmi, rozmów, ze względu na swoje jąkanie. A co dopiero stanąć przed mikrofonem przed tłumem wiernych i czytać modlitwę? Wydawało się to nieosiągalne, nie dla mnie...
Poza tym mimo trzeźwienia i zmian w moim życiu trudno wrócić mi do Boga, ale pomyślałem sobie: "Jak nie teraz to kiedy?".
Zbiórka o 17:30. Wesoła atmosfera, więc wszystko w standardzie. Po rozmowie z naszym Proboszczem - z naszą bratnią duszą w osiąganiu postawionych sobie celów - nabrałem pewności siebie i uwierzyłem, że dam radę. Gdy przyszła moja kolej podszedłem do "mównicy". Serce waliło jak szalone. Początek był ciężki, ale dałem radę! Po mszy udaliśmy się do Stowarzyszenia dyskutując o imprezie. Później Stefek podrzucił mnie kawałek i poszedłem do domu.
Sobota 27 Sierpnia:
Umówiłem się z przyjaciółmi o 10:00 w Stowarzyszeniu, ale jak to u mnie bywa nadal licho z punktualnością, ale walczę z tym. Dotarłem na miejsce imprezy, po przywitaniu się z przyjaciółmi pojawiły się dzieci, które dzięki uprzejmości WORDu korzystały z miasteczka stworzonego specjalnie dla nich.
Wiele radości dała dzieciakom jazda na rowerze po torze przeszkód, a mnie rola instruktora.
Bo co jest piękniejszego niż uśmiech dziecka? Nawet nasz Proboszcz Andrzej spróbował swoich sił i całkiem nieźle mu poszło :) Jednym słowem sielanka. Wszystko się udało zgodnie z planem.
O godzinie 16:00 spotkanie z funkcjonariuszem Policji. Pouczający film i wykład. Moim zdaniem inicjatywa bardzo słuszna, bo każde ludzkie życie uratowane na drodze to uśmiech jego bliskich. Szczególnie bolesna jest strata ukochanej osoby tylko dlatego, że ktoś jechał na podwójnym gazie...
O 18:00 msza święta celebrowana przez naszego Biskupa Tadeusza Bronakowskiego, naszego "Papy" księdza Andrzeja i bardzo bliskiego memu sercu Ojca Apolinarego, który jako pierwszy po terapii, na której wpierano mi jakiem to jestem bydlakiem i głupim alkoholikiem, okazał mi serce i wsparcie. Takich rzeczy nie zapominam. Msza wspaniała, świadectwa naszych przyjaciół z Otwocka dały mi dużo wiary i jeszcze więcej do myślenia ... może ja też potrafię? Po mszy podziękowania dla Biskupa Bronakowskiego, kwiaty, a przy tym wszystkim serdeczność i wspaniała atmosfera. Wspaniała jak cel zorganizowanego przez nas forum.
Wreszcie to na co wszyscy czekaliśmy, czyli koncert Hani. Myślałem, że będzie to gwiazda, przyjedzie, zaśpiewa i tak samo szybko odjedzie. Myliłem się, ale o tym później. Z każdą piosenką odpływałem w świat wspomnień i tego jak zrujnowałem kiedyś swoje życie, a zarazem słowa tych piosenek dawały nadzieję i radość. Pociekły mi z oczu łzy, nie wiem czy z radości czy ze smutku. Pojawiły się z nikąd. W pierwszej chwili poczułem wstyd bo dorosły facet beczy na koncercie, ale po chwili rozejrzałem się po kościele. Po twarzach przyjaciół również płynęły dwa słone strumyczki łez. Mało kto siedzący w zasięgu mojego wzroku nie czuł wzruszenia.
Jednym słowem - PIĘKNE!!!
Od koncertu nucę sobie jedną z piosenek Hani "Na świecie ciągle jest tyle bólu i łez". Gdy to piszę też leci w laptopie i pomaga mi w dobieraniu słów. Po koncercie wielkie brawa i podziękowania dla Hani od nas wszystkich.
Dziękuję Ci Haniu!
Chwila oddechu i uspokojenie emocji. W planach mamy grilla i nocleg w Morgownikach. Jedziemy tam pięcioma samochodami. Razem z nami Hania z Jurkiem i nasi przyjaciele z Otwocka: Monika, Heniek i Robert.
Minął czas skupienia i zadumy, przyszedł czas na relaks i zabawę. Gospodyni, która nas przyjmowała okazała się fantastyczną kobietą.
Mięso i kiełbaski jakie dla nas przygotowała - pierwsza klasa. Po jakimś czasie dołączył do nas ksiądz proboszcz.
Rozpoczęły się dyskusje i opowiadanie dowcipów. Przodownikiem jak zwykle był Steniek. W przytulnej altance mało kto nie zrywał boków ze śmiechu, a gdy śmiech znikał to Stefek lub Heniek z Otwocka opowiadali kolejną historię. Noc umilały nam dźwięki gitar, wspaniały głos Hani i towarzyszącego jej Jurka. Moje wyobrażenie o Hani jak już mówiłem było mylne. Wspaniała osobowość i ciepło, które odczułem zrobiło na mnie wrażenie, za co jej bardzo dziękuję. Siedzieliśmy, śpiewaliśmy i dyskutowaliśmy do godziny 3 rano....
Niedziela 28 Sierpnia:
Mimo późnego pójścia spać to już o godzinie 7 rano usłyszałem znajomy głos. Nie myliłem się- to był Stefan. Mimo nieprzespanej nocy wyszedłem do przyjaciół i zaczęły się dyskusje. Wspólne śniadanie, pożegnanie Hani i Jurka oraz przyjaciół z Otwocka. Wszystko we wspaniałej, ciepłej atmosferze. To był niezapomniany weekend.
Dziękuję wam przyjaciele, że mogę uczestniczyć w takich imprezach i ciągnąć z uśmiechem to swoje, nie do końca dobre i poukładane, życie. Dzięki wam wierzę, że mimo zła, które wyrządziłem i które mnie spotkało, w końcu jestem szczęśliwy i mam jeden cel - trzeźwieć i być dobrym człowiekiem.
Oby tak było zawsze... DZIĘKUJĘ!
Galeria (Forum trzeźwościowe)










